Andrzej Poczobut przeszedł we wtorek przed południem granicę polsko‑białoruską i udał się do Grodna, gdzie ma spotkać się z rodziną oraz współpracownikami ze Związku Polaków na Białorusi. Przed wyjazdem udzielił wywiadu w redakcjach, w którym mówił o doświadczeniach z pobytu w kolonii karnej i o motywach powrotu. Jego planowany pobyt w ojczyźnie ma potrwać około tygodnia.
Dlaczego wrócił na Białoruś?
Poczobut tłumaczył, że jedzie, by wesprzeć mniejszość polską w swoim rodzimym regionie i porozmawiać z ludźmi, których pięć lat nie widział. Powtarzał, że Grodno uważa za swój dom i że jego obecność ma dodać otuchy działaczom Związku Polaków na Białorusi. Organizacja ta nadal prowadzi działalność na rzecz polskich szkół i miejsc pamięci, choć jej działalność na Białorusi jest nieuznawana przez władze.
Jak wyglądała jego historia uwięzienia i uwolnienia?
Poczobut był zatrzymany 25 marca 2021 roku i w lutym 2023 roku skazany na osiem lat pozbawienia wolności w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Odbywał karę m.in. w zakładzie w Nowopołocku. Został zwolniony 28 kwietnia 2026 roku w ramach wymiany więźniów i trafił wtedy do Polski. Organizacje praw człowieka i polskie władze uznawały go za więźnia politycznego. W przeszłości Poczobut otrzymał też polskie odznaczenia i nagrody przyznawane za działalność na rzecz wolności słowa.
Co zapowiada na najbliższe dni i co to oznacza dla Związku Polaków?
W Grodnie Poczobut zamierza uczestniczyć w spotkaniach z członkami Związku Polaków na Białorusi i z rodziną. Po wizycie w ojczyźnie planuje podróże zagraniczne — spotkania z Polonią w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie oraz prace nad książką dotyczącą doświadczeń z kolonii karnej. Rada Naczelna ZPB zdecydowała o przesunięciu planowanego zjazdu na marzec 2027 roku ze względów bezpieczeństwa; organizacja jednocześnie informuje o monitorowaniu sytuacji i o próbach zalegalizowania swojej działalności przy zachowaniu ostrożności.
Ostatni akapit zamyka fakt: Poczobut został zwolniony 28 kwietnia 2026 roku po ponad pięciu latach odbywania kary.